Telimena po liftingu

Telimena i zabawy z wyobraźnią

Poezja Jana Stanisława Kiczora osadzona jest mocno w polskiej tradycji literackiej, z której autor czerpie wiele pomysłów do swoich wierszy, do której ciągle się odwołuje i toczy z nią nieustający twórczy dialog. Można śmiało stwierdzić, że klasyka poetycka zamieszkała w jego wierszach na stałe. JSK bardzo często posługuje się żartem, pastiszem, naśladownictwem, aluzją. A wszystko to z myślą o inteligentnym czytelniku albo może słuchaczu, który zrozumie aluzje i podchwyci satyryczne konotacje wiersza.

Nasza literatura aż do 1945 r. była w pewnym sensie szlachecka, ponieważ jej autorzy wywodzili się z warstwy ziemiańskiej, a należał do niej nawet nasz narodowy szyderca – Witold Gombrowicz. Na palcach jednej ręki można było policzyć pisarzy wywodzących się z innych środowisk, chłopskich czy rzemieślniczych. Kształtująca się dopiero inteligencja, również została zasilona przez ziemian, zwłaszcza po Powstaniu Styczniowym, kiedy na miejskim bruku pojawiło się dużo przedstawicieli szlachty, jako „wysadzonych z siodła”, w wyniku carskich represji popowstaniowych. W twórczości autorów z pochodzeniem szlacheckim, nie mogło zbraknąć akcentów typowych dla tej warstwy. akcja utworów nie mogła się obejść bez szlacheckich dworków. Nie chce się wierzyć, że to już przeszłość, historyczna i literacka

A przecież nie tak dawno, w zarosłej altanie,
Wzajemność naszych myśli krzątała się chętniej
W siwych włosach promienie zaczynały taniec
Z dachu dyskurs dobiegał zmęczonych gołębi.

 

(Chciałbym ci jeszcze kilka słów)

 

Wyraźnie widać, że poeta omotany jest tą romantyczną wyobraźnią i nie może uciec od takich klasycznych już rekwizytów jak altana czy alkowa, ale tylko dlatego, by z romantyczną tradycją prowadzić żartobliwy dyskurs.

Jan Stanisław Kiczor podchwytuje te narodowe wątki, w wierszach lekkich, pozbawionych patosu i cierpiętnictwa, ukazując je w krzywym zwierciadle satyry, ale nie pozbawionym sentymentalnego podtekstu. W utworze pt. „Poplątania”, autor snuje żartobliwe rozważania erotyczne, w oparciu o nasz narodowy poemat „Pan Tadeusz”: bohaterką jest współczesna Telimena

Nie ma tamtej polany, nie ma tamtych mrówek,
Brak pretekstu, by zajrzeć w szczegóły bielizny,
Pozostaje czas trwonić na słówka półczułe,
Dobrze, gdy w Łapszach Górnych, lepiej w Łapszach Niżnych.

A przecież masz na imię właśnie Telimena,
Wyzwolona kokietka, muza wodzirejów,
Cóż więc to za przyczyna i co nam to zmienia,
Że nijak się nie może posiąść twój Tadeusz.

Nie bądź taka i ulżyj człowiekowi w męce,
Poprzez drobny gest ciała, ochotne pieszczoty,
Jest wszakże on dla ciebie najlepszym tuziemcem
I właśnie przez wzgląd na to, piszę ów erotyk.

Więc nie czekaj na mrówki leniwe, ospałe,
Pójdź na całość i nasyć spragnionego – ciałem.

(Poplątania)

 

Innym ważnym elementem romantycznej miłości literackiej była wyobraźnia erotyczna poety podpowiadająca mu szczególy bielizny ukochanej dziewoi. Ale jeśli romantyczny poeta pragnął wzruszać do łez, to JSK pragnie rozweselić (również do łez) choć używa tych samych rekwizytów. Oto w wierszu „Jeszcze nie czas, poeta pisze:

W tej alkowie (mówię o tym śmiało)
Cnota niezbyt usilnie się broni,
Można zawsze iść tutaj na całość,
Od wymyślnych pozycji nie stronić.

Taka fama wśród chłopstwa się niesie,
Może plotka, a może nie całkiem,
Rozmawiałem ze znanym kolesiem:
Chwalił łoże i biurko, i parkiet.

 

Znów jesteśmy w alkowie, która od razu narzuca erotyczne konotacje, ale zamiast uniesień ducha wchodzimy w obszar doznań jak z pamiętników Casanovy, czynionych całkiem na zimno i ze znajomością tematu. W dalszym ciągu dowiadujemy się o umiejętnościach miłosnych Wandzi (imię jak z legendy o tej, co nie chciała Niemca), jakże jednak zaawansowanej erotycznie i obyczajowo.

Panna Wandzia (bo o niej tu mowa),
Nie jest chytra, a rzekłbym, rozrzutna;
Nic na starość nie pragnie zachować,
No i talent ma w swoich rączuchnach.

A ja słucham takich opowieści,
Wyobraźnię wyrabiam i ćwiczę;
Cóż, że chciałbym też się tam pomieścić,
Gdy się wstydzę – bo jestem prawiczek.

 

Puenta zaskakuje nas, po wcześniejszej erupcji erotycznych opisów umiejętności panny Wandzi i nieodparcie rozśmiesza, co było zapewne celem i zamierzeniem autora.

Należy podziwiać zręczność autora zarówno w budowie wiersza, jak i w dowcipnych nawiązaniach do naszej klasyki literackiej. JSK nie traktuje Skarbicy naszej literatury, jak świętości, przed którą należy klęczeć, ale jak żywe źródło inspiracji. Rzadka to w dzisiejszych czasach postawa wśród poetów, nie mająca zbyt wielu naśladowców, a szkoda. W swojej twórczości satyrycznej JSK idzie śladami Tadeusza Boya Żeleńskiego, a to oznacza, oprócz rubasznego czasem poczucia humoru, także wyśmienitą znajomość wzorów, z których się żartuje i szacunek dla nich, co jest chyba najlepszą rękojmią dobrej poezji.


W nagłówku użyto ilustracji Michała Elwiro Andrilliego. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.