marika

Poeta i Bóg

Różnie reagowali w przeszłości poeci na obecność Boga. Pisali hymny pochwalne i dziękczynne, a także prośby błagalne, ale niejednokrotnie buntowali się przeciwko wyrokom boskim i wadzili się ze Stwórcą. Jan Kochanowski wołał w „Pieśni”:

Czego chcesz od na Panie za Twe hojne dary?
Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?
Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie
I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie. (…)
Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie!
Twoja łaska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.

Zauważmy, że w tej pieśni mistrz chwali tylko uroki przyrody na ziemi, nic nie mów jeszcze o cierpieniu i umieraniu. Dopiero śmierć ukochanej Urszulki, obudziła w nim wgląd w cierpienie i rozpacz, nieodłączne towarzyszki życia człowieka na ziemi.

Głosu samej zmarłej Urszulce udzielił wiele stuleci później, Bolesław Leśmian w wierszu „Urszula Kochanowska”. W tym utworze Urszulka prosi Boga, aby w niebie odtworzył jej dom w Czarnolesie:

„Zrób tak, Boże – szepnęłam – by w nieb Twoich krasie
Wszystko było tak samo, jak tam – w Czarnolasie!” –

Pan Bóg spełnił jej prośbę.

Uśmiechnął się i skinął – i wnet z Bożej łaski
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz – Czarnolaski.

I sprzęty i donice rozkwitłego ziela
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela !

I rzekł: „Oto są – sprzęty, a oto – donice.
Tylko patrzeć, jak przyjdą stęsknieni rodzice!”

 Niestety, rodzice nie przyszli, przyszedł tylko Bóg. 

Już świt pierwszą roznietą złoci się po ścianie,
Gdy właśnie słychać kroki i do drzwi pukanie…

Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni!
Serce w piersi zamiera… Nie!… To – Bóg, nie oni!…

Cóż się więc okazuje? Że dla dziecka rodzice są ważniejsi od Boga. Człowiek jest tylko człowiekiem. Ziemia jest dla niego właściwym środowiskiem, a nie niebo, a dla dziecko jego bogami są rodzice.

W poezji współczesnej rzuca się w oczy brak Boga w wierszach Tadeusza Różewicza, jako reakcja na wojnę Holocaust. Natomiast Stanisław Grochowiak pisząc o Stwórcy posłużył się bezceremonialnie ironią i groteską: A mówią o nim Boże / A on po prostu fryzjer / Na chmurze gładzi ostrze / I krzywy pędzel gryzie”. Natomiast ksiądz Jan Twardowski w swoich wierszach uczynił wiele, aby pokazać nam „ludzką twarz Boga”.

Adam Mickiewicz zarzucał Bogu, że jest tylko mądrością a nie miłością. Domagał się od Boga władzy nad duszami: „Jeśli mnie nad duszami równą władzę nadasz,/ Ja bym mój naród jak pieśń żywą stworzył,/ I większe niźli Ty zrobiłbym dziwo,/ Zanuciłbym pieśń szczęśliwą!”.

Ale czy nie przemawia przez niego pycha, kiedy stwierdza: „Nazywam się Milijon – bo za miliony/ Kocham i cierpię katusze”.

Jaki jest Bóg w poezji Jana Stanisława Kiczora? Poeta zwraca się do Stwórcy w sposób bezpośredni, jak podczas przyjacielskiej pogawędki w wolnym czasie, może w kawiarni przy kawie czy lampce wina? Nie napina się i nie epatuje patosem. A jak to robił Adam Mickiewicz, poeta stricte „polski i dworkowy”? W Wierszu „Rozmowa wieczorna” stwierdza z dumą: „Z Tobą ja gadam, co królujesz w niebie / A razem gościsz w domku mega ducha… (…)”. A później stwierdza już bez ogródek: „Tyś Król, o cuda i Tyś mój poddany!”. No, tu już Adam poszedł na całość, bardziej nawet niż w „Wielkiej Improwizacji”. Widać tu wiarę wieszcza we wszechmoc Poezji, a także sztuki. Bóg, chcąc nie chcąc staje się bohaterem literackim i w krainie Poezji, Bóg musi robić, co autor mu każe.

Tymczasem JSK zwraca się do Boga z pełną rewerencją:

Bo zauważ, mój Panie, nic nie wiem z tych rzeczy,
Które chmurą zasnułeś, schowałeś w bezkresie,
I nie wiem już, czy sobie, czy niebu zaprzeczyć,
Że mi życie tak wiele spraw niechcianych niesie.

Nie ma tu żadnej pychy, ani przekonania o swojej wszechwiedzy czy poetyckiej mocy, która może ludzi uszczęśliwić. JSK jakby nawet zapominał, że jest poetą, chociaż przemawia właśnie wierszem. Kłopot w tym, że Bóg jest nieuchwytny i nie odpowiada swojemu interlokutorowi, który w desperacji oznajmia:

Żebyś Ty miał dni przyjęć, godziny czekania,
Jakieś biuro podawcze na prośbę i skargę,
Czekałbym na przyjęcie choćby od świtania,
Lecz zawsze coś uzyskał, tak “krakowskim targiem”.

Oczywiście, sprawa została potraktowana żartobliwie. Bóg nie ma „dni przyjęć”, bo wiemy, ze jest zawsze i wszędzie. Ale zrozumieć Jego intencje jest niezwykle trudno. Narrator tego wiersza, to „zwykły człowiek”, jak sam się skromnie przedstawia, to obywatel „po przejściach”, który w PRL doświadczył nieraz obojętności urzędników państwowych i ma w sprawach biurokratycznych bogate doświadczenie. Boga traktuje jak jakiegoś naczelnika urzędu do spraw osobistych i próbuje z nim pertraktować. Dlatego swoje podanie usiłuje gdzieś „wcisnąć”:

Może w cicho ukrytą szczelinę przy drodze
Wcisnę na białej kartce petycję obszerną,
Poczytasz spis sukcesów, wykaz niepowodzeń,
Nie zajmę ja Ci czasu całkiem nadaremno.

A że Bóg jest wszędzie, więc nie ma kłopotu z jego odnalezieniem.

Specjalnie Cię nie szukam, ponoć jesteś wszędzie,
Gdzie bym się nie obejrzał, to ślady zobaczę,
I myślę, że tu właśnie, w okolicy będziesz;
Znajdę, choćbym miał wokół krytych szukać znaczeń.

Przystań wtedy na chwilę, wczuj w moje rozterki,
Pociesz wiatru podmuchem lub kwiatów przelśnieniem,
Dopomóż choć uśmiechem czy gestem niewielkim
I światłem mi rozjaśnij niespokojne cienie.

Wtedy, cóż? Dalej pójdę z Twoim dekalogiem,
Ja, prosty, zwykły człowiek. A Ty jesteś Bogiem.

Wiersz ten więcej mówi o człowieku niż Bogu. Oto zagubiony w życiu „obywatel ziemski”, który poszukuje wskazówki moralnej, poparcia, słowa otuchy.

W wierszu „Modlitwa” JSK rozwija swoją myśl:

Wprowadź mnie w światy, rankiem bladym,
Trochę łąkowe, trochę leśne,
Gdzie wyrastają z ramion kwiaty
I gdzie się żyje mniej boleśnie.

Pozwól w zielonych legnąć trawach,
Niechaj mnie tulą coraz czulej,
A może zniknie przez obawa,
Że się pieszczota łączy z bólem.

Prowadź, gdzie ścieżka dzika, kręta,
Przez górskich grani śliskie progi,
Gdy się zatracam w mgły odmętach
Snem mnie obdaruj cichym, błogim.

Spraw, aby zniknął w zapomnieniach
Natłok zebranych z lat hałasów,
Bym w ciszy pełnej nieistnienia
Zrozumiał czas. I upływ czasu.

 

Trzeba przyznać, że Narrator w tym wierszu nie ma zbyt wygórowanych żądań. Chce po prostu zrozumieć czas, bagatela! Ale czas rozumiany jako zdarzenia życiowe, które miały nas czegoś nauczyć, czyli „doświadczyć”. Odwołam się tutaj do znanej powieści Marcela Prousta „W poszukiwaniu utraconego czasu”, która pokazuje, jak człowiek zmienia się w swoim życiu, w miarę upływu czasu, jak zmienia się otoczenia i on sam w swoim wnętrzu. Jest tu metafora ludzkiego życia, ale ściśle powiązana z ziemią. Czas, to człowiek w przemijaniu i w ciągłym duchowym dojrzewaniu. Człowiek jest częścią przyrody: zielonych traw, górskiej grani, łaknie słońca i mgły, Jednocześnie ma życie duchowe, wewnętrzny świat, w którym dokonuje sądu na sobą, nad swoimi postępkami. Bilansuje swoje życie.

Czas, potraktowany został jako kategoria moralna.

Nieś mnie jak wiatr, co rządzi listkiem,
Gdzie życie proste, bez uniesień,
Żebym rozpoznał znaki wszystkie,
Tak swojskie jak ta ścieżka w lesie.

Nie wiem, co skutkiem, co przyczyną,
Brnę wytyczonym życia skrajem,
Lecz choć na przekór moim winom
Pozwól, niech z marzeń coś zostaje.

 

Dopiero w tym utworze poeta zostawia dla czytelnika pole do popisu wyobraźni, wspominając o marzeniach, ale ich nie doprecyzowując. Każdy bowiem ma trochę inne marzenia, czasem sprzeczne ze sobą. I rolą Boga, jako mediatora, jest tak lawirować, aby te marzenia nie kłóciły się ze sobą. Bóg nie mówi do nas wprost, zdaje się twierdzić poeta, ale poprzez znaki, jakie ukryli otaczającym nas świecie przyrody. Każdy musi sam, poprzez swoją wrażliwość, kontemplację i myślenie odnaleźć sens swojego życia.

Trzeba zwrócić uwagę, że Jan Stanisław Kiczor pokusił się o własne spojrzenie na wartość ludzkiego życia w wierszu „Przypomnienie”, choć wcale nie rości sobie prawa na wyłączność tej myśli. I wcale nie powołuje się na Boga, ale na człowieka:

Pamięć o nas tkwi w ludziach, co po nas zostaną
Ile od nas dostali, tyle nas w pamięci,
Czasem jeszcze przy grobie na chwilę przystaną
I ktoś jakąś modlitwę nam tylko poświęci.

Na tę pamięć w przyszłości pracujemy w życiu
I to jest jak domowe ze szkoły zadanie,
Nie można przejść żywota samolubnie, w skryciu,
I liczyć na tę pamięć… Wieczne Spoczywanie…

Chociaż wiersz ten pisany jest bardzo prostym, potocznym językiem, niesie w sobie duży ładunek humanizmu, zwykłej ludzkiej solidarności. Widzimy, że w hierarchii wartości poety najwyżej postawiony jest drugi człowiek i nasze wobec niego podejście. Tylko to po nas zostanie, co uczyniliśmy dobrego dla bliźnich. To jest niezawodne kryterium, które sprawdza się od wieków.

 


Na zdjęciu w nagłówku, od lewej: Zdzisław Antolski i Marika Nowak z tomikiem JSK w dłoni.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.