Świack, dwór front

Wiersz ze sztambucha

Wśród rodzinnych papierów mojej żony Marii, znajduje się wiersz, pieczołowicie przechowywany przez jej matkę. Autorem tego wiersza jest zapomniany dziś trochę Wacław Sieroszewski, który po zesłaniu na Syberii, czas jakiś, około roku 1910 mieszkał w majątku Świack, koło Grodna, niedaleko kanału Augustowskiego. Sieroszewski przebywał tam u swojego szkolnego kolegi Piotra Górskiego. Utwór ten był dedykowany prababce mojej żony, właścicielce tego majątku.

Sieroszewski, zauroczony spokojem wiejskiego bytowania oraz urodą swojej gospodyni, napisał w sztambuchu:

Cicha, jak promień letniego zarania,
Słodka, jak biały anioł pojednania.
Idziesz przez życie, bez blasku i burzy,
Jak płynie zapach od rozkwitłej róży,
Który jednaki pozostaje wszędzie,
Czy w złotej wazie, czy na wiejskiej grzędzie,
Królowa naszych ogrodów ojczystych
Symbol Dusz wiernych, pogodnych i czystych.

Maria z Sulewskich Górska - Babcineczka
Maria z Sulewskich Górska – Babcineczka

 O adresatce tego wiersza, Marii Górskiej, z domu Sulewskiej, moja teściowa mówiła, iż była kobietą energiczną i barwną, o żywej mimice i darze snucia opowieści. Była osobą bardzo dobrą, przyjazną ludziom, która współczuła nawet zawistnikom. Kiedy po wojnie zamieszkała z rodziną w Otwocku, miała za sąsiadkę panią bardzo niemiłą i złośliwą, lubiącą narzekać na innych, jakby satysfakcję sprawiało jej szkodzenie innym, Babcineczka jej współczuła i mówiła: – „Jaka ona musi być nieszczęśliwa, że musi robić innym na złość”. Pewnego razu Babcineczka wyszła z ogrodu z ogromnym bukietem kwiatów. Na swojej drodze spotkała ową sąsiadkę i niewiele myśląc wręczyła jej naręcze ze słowami: „To dla pani”, sąsiadka osłupiała ze zdziwienia. Od tego czasu zaprzyjaźniła się z rodziną. Z tego względu obraz „spokojnej róży”, jaki zawarł w swoim wierszu Sieroszewski, niezbyt odpowiadał prawdzie. 

O prababce mojej żony przechowała się rodzinna anegdota, iż, kiedy miała już 96 lat, i mieszkała w Otwocku, mawiała: – „Kiedy już nadejdzie koniec świata, nastąpi wielka cisza, wszystko umrze, a wtedy Pan Bóg zerknie na ziemię i zauważy, że coś się tam jeszcze grzebie w popiele, A to będzie stary Solski i ja”.

Bywało też, że starsza pani dźwigała sobie krzesło. Zebrane towarzystwo strofowało ją, żeby zawołała kogoś młodszego, Nie speszona Babcineczka (tak ją wszyscy nazywali) odpowiadała: – „A nim wy się młodzie ruszycie…” Optymizm i wrodzona energia nie opuściły jej nigdy. Nawet podczas zesłania do Kazachstanu. Zyskała sobie sympatię i uznanie autochtonek, dzięki świetnej znajomości języka rosyjskiego oraz darowi wymowy i układania fabuł. Opowiadając i czytając Kazachom różne historie, zasłużyła sobie na niezwykłą pochwałę. Kazachowie o niej mawiali : – „Pani (barysznia) Górska umnaja, czytajet kak paczciarka”.

W Kazachstanie towarzyszyła jej wychowanica, Broneczka, która obie panie utrzymywała dzięki haftom własnego wyrobu. Pojechała na zesłanie ze swoją panią dobrowolnie, z własnej chęci, powodowana miłością i przywiązaniem

Musiała wówczas pani Górska będąc w wieku blisko 80. lat, posiadać jeszcze ślady niezwykłej urody, jeśli jeden z Kazachów zapragnął pojąć ją za swoją żonę. Z tego powodu, żeby zniechęcić natrętnego zalotnika, krzepkiego równolatka, miała wówczas prababcie mnóstwo komediowych kłopotów.

Wróćmy jednak do Wacława Sieroszewskiego. Jego pobyt w Świacku, upamiętnił się nie tylko zapisem wierszyka w sztambuchu pięknej właścicielki, Sieroszewski napisał także powieść pt. „Zacisze”, której atmosfera oraz koloryt miejsca związane są ściśle ze Świackiem, choć sama fabuła nie nic wspólnego z rodziną zamieszkującą majątek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.