Kamyki słów w ogrodzie poezji

(Debiut poetycki Agnieszki Kostuch)

 

niemocni_okladkaDebiutancki tomik wierszy Agnieszki Kostuch pod tytułem „Niemocni” otwiera mała inwokacja, wstęp czy też motto. Jest krótki tekst przywołujący słowa Tadeusza Różewicza „moja poezja niczego nie wyjaśnia”, a dalej.

Ona tylko przechowuje twarze ludzi
Ich znaki szczególne pani Wisławo to niemoc i dobroć

To by wyjaśniało także znaczenie tytułu. Niemocni, czyli słabi, z powodu ogarnięcia niemocą, zarówno w sensie fizycznym, jako złożeni chorobą, ale także pod względem słabości psychiki. Jest to uległość wobec nałogów, złych przyzwyczajeń, czy zobojętnienia wobec .

Jedną z czołowych, mitycznych postaci tej poezji jest dziadek Joachim, widziany poprzez magiczny świat dzieciństwa, później krytycznym ale współczującym okiem dorosłej kobiety, wnuczki,

W krainie mojego dzieciństwa żył król imieniem Joachim
Nie miał korony pałacu ani statku

Jego królestwem był dom z czerwonej cegły
stodoła kurnik i podwórko
Nie otaczał je mur z fosą a zwykły druciany płot

Ta wiejska, sielska sceneria to bajkowy świat dzieciństwa Autorki, w którym dziadek Joachim grał kluczową rolę. Jest równocześnie królem i czarodziejem, który wtajemniczania w magię i tajemnicę życia. Poetka snuje baśniową opowieść o dziadku swojemu synkowi, dziecku. Tak właśnie przejawia się rodzinna legenda, pamięć przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nie jest on jednak pozbawiony dramatyzmu, bowiem:

Król Joachim był chory
nie mógł chodzić
Zamiast na tronie siadał na kolanach lub wózku

Wiersze Agnieszki Kostuch rozpięte są pomiędzy naiwnym dziecięcym zachwytem nad światem a moralitetem. Wyrażają nieufność wobec świata reklam i złudnych obietnic szczęścia z posiadania przedmiotów. Myślę, że warto tu zacytować wiersz „Mała ojczyzna” będący jakby sumą zachwytów nad minionym światem przodków i niechęci przed fałszem współczesności. Oczywiście, w miarę dojrzewania Autorki, patrzy ona na ten bajkowy świat dzieciństwa krytycznym okiem i dostrzega w nim rysy.

Moja mała ojczyzna w kolorze chabrów
przechowuje złoto w kłosach zboża
pamięć o wojownikach w krwawych makach
ducha anonimowych przodków w czarnej ziemi

Mata Boska przydrożna zaprasza wędrowców
zmęczonych hałasem świata
Stara Kobieta wita chlebem solą i ciepłym słowem –
„Gość w dom, Bóg w dom”

Jej ścieżki są proste przezroczyste
bardziej odporne

Trochę ten obraz buduje pewien, tak dobrze znany z literatury, podział na dobrych prostaczków i złych, fałszywych „miastowych”. A przecież zło czai się wszędzie. Ale jest to także rozpaczliwe poszukiwanie dobra i podstawowych wartości, jako kierunkowskazu na życie w skomplikowanym świecie.

Ale w tym wierszu i innych z tego cyklu chodzi raczej o coś innego, o przywołanie dziecięcej wiary w podstawowe wartości, w jakie wierzą ludzie z naszego otoczenia. To one budują ład świat i w czasie kryzysu duchowego do nich wracamy, z nadzieją, że uratują sens naszego świata. W dzieciństwie bowiem budujemy fundamenty naszej osobowości, wówczas wierzymy w istnienie dobra wśród ludzi, krystalizują się w nas podstawowe pojęcia moralne i utrwalają rodzinne autorytety.

Również podział na „wieś i miasto” jako symbole dobra i zła utrwaliły się w naszej literaturze, choć nie zawsze odzwierciedlają prawdę. Jednak coś jest na rzeczy, że współczesna cywilizacja, ze swoimi nachalnymi reklamami i manekinami bez twarzy (anonimowymi, jak anonimowy jest człowiek w mieście bardziej jest widoczna w miejskim pejzażu.

To jest ten raj utracony, mityczna Arkadia, w której zanurzamy się, jakby zawieszeni w czasie i przestrzeni, jak dzieci, niebiańsko zachwyceni i  bezpieczni, ale przecież idziemy śladami rodziców:

Skąpani w lipcowym słońcu
na polnej ścieżce między polami
kipiącymi dojrzałym zbożem

zadzieramy głowy wysoko
wypatrując bociana w gnieździe
do którego i ty zaglądałeś (…)

(Pocztówka z wakacji)

Nic dziwnego, że świat ten nazywany jest wprost „rajem”, w którym tkwi „mała dziewczynka”. która:

…Jeszcze nie wie
że to jedyny
raj którego doświadczy
i opuści bezpowrotnie

(Niebieski sen)

Pojawiają się też rodzinne fotografie, które są jak mosty w przeszłość. Twarze przodków pokonują przepaść czasu i można się z nimi spotkać w wyobraźni. Bo przecież otoczenie i przyroda, w której żyli i pracowali, zmieniły się niewiele lub wcale:

Podsumowując, uważam debiut książkowy Agnieszki Kostuch za bardzo udany, Jej wiersze to małe moralitety, widać w nich pewien wpływ takich znanych poetów, jak Wisława Szymborska, Tadeusz Różewicz czy Zbigniew Herbert, czego zresztą autorka nie ukrywa, a wręcz przeciwnie, świadomie nawiązuje do utworów swoich mistrzów, co świadczy o jej skromności i dojrzałości. Agnieszka Kostuch ma zresztą w dorobku wiele sukcesów na konkursach poetyckich i druk w almanachach oraz czasopismach.

Wiersze Agnieszki Kostuch są jakby „kamykami słów”, które mają uwierać nasze sumienia i naszą wrażliwość. Jest to nawiązanie do słynnego utworu Zbigniewa Herberta o Panu Cogito. Pięknie pisze o tym poetka w wierszu „Kamyki”:

Wrzuciłam kamyk do ogródka z wierszami ale
wpadł do buta jakiemuś poecie
i ten go wyrzucił

Następnego wrzucę do ogródka szewca
(mówią że bez butów chodzi)
A jeśli i jego nieopatrznie zrani
poszukam Twojego ogrodu

Może podniesiesz go
i zamienisz w chleb

Właśnie w tym utworze widoczna jest kwintesencja tej twórczości. Poszukiwanie dobra i uśmiech, a także przekora i niewinna prowokacja. Jest to też przesłanie autorki, do wszystkich piszących i czytających poezję.

…………………………………..

Agnieszka Kostuch, Niemocni, Miniatura Kraków 2015, ss. 55

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.