drzewucki-foto-gor

Zwyczajna egzotyka Janusza Drzewuckiego

Czytanie wierszy Janusza Drzewuckiego ze zbiorku „Rzeki Portugalii” jest jak spotkanie ze starym kumplem, z którym znamy się od dzieciństwa, mamy mnóstwo tych samych wspomnień oraz, co niebagatelne, tych samych znajomych i kolegów. Dzieli mnie z panem Januszem pięć lat różnicy wieku na jego korzyść, ale okazuje się, że ta różnica wieku niweluje się wraz z czasem.

 

na przerwach między

lekcjami, ale także

na lekcjach toczyłem

nie kończące się dyskusje

z moim kolegą z ławki

na temat wyższości

Czerwonych Gitar

nad Skaldami (…)

 

(Trzy po trzy o bluesie)

 

I taki jest ten zbiór, bez cienia patosu, zadęcia, naturalny, jakby poeta chciał powiedzieć: taki jestem, poznajmy się, ani zły, ani dobry, zwyczajny, codzienny, ale i świąteczny. Nie ma tu za grosz pozy, cierpienia za miliony czy buntu i rozpaczy. Może najlepiej wyraził to sam autor w wierszu: „Nie ma dla niego”:

 

Nie ma dla niego świętości,

nic nie jest dla niego święte,

ani Państwo, ani Kościół,

 

liczy się dla niego tylko

człowiek, ten pojedynczy,

zwyczajny, czyli wyjątkowy.

 

Janusz Drzewucki, "Rzeki Portugalii"
Janusz Drzewucki, „Rzeki Portugalii”

Też tak myślałem albo tylko przeczuwałem, że tylko to jest ważne, a właściwie najważniejsze, bo liczy tylko człowiek. Zwyczajny czyli wyjątkowy. Nigdy tego nie wypowiedziałem, ani nie zapisałem, więc chciałbym podpisać się pod tymi słowami. I sam bohater tych wierszy, być może porte parole autora, a może nie, bo nigdy tego nie wiadomo, podobno bohater zaczyna żyć swoim życiem i wymyka się spod kontroli autora, więc narrator tych wierszy też jest zwyczajny, a przecież wyjątkowy. I te wiersze, takie zwyczajne, proste, proza życia, a jednak wyjątkowe i zapis słów jest jedyny, niepowtarzalny.

Przy tym jest to poezja myśląca, inteligentna, proponująca chwilę zadumy nad sensem życia. A jednocześnie przyjazna, ciepła, koleżeńska rzekłbym nawet, gdy z przymrużeniem oka opisuje kolegów redakcyjnych z miesięcznika „Twórczość” – Bohdana Zadurę, Leszka Bugajskiego, Tadeusza Komendanta… A także, kiedy w żartobliwy, a zarazem sentymentalny sposób, opisuje swoje spotkania i wspólne przygody z Adamem Ziemianinem, Jerzym Górzańskim,  Krzysztofem Karaskiem i Adamem Zagajewskim. „Ociepla”, jak to mówią, ich wizerunek, a przy tym bacznie śledzi ich zachowanie, poprzez szczegół biografii dąży do uogółnienia ich pisarstwa i jest przy tym bardzo empatyczny, współczujący, nie przestając być bystrym i dowcipnym obserwatorem…

Zbiór rozpoczyna wiersz „Zmarł Tadeusz Różewicz”. Na wierszach Tadeusza Różewicza uczyłem się czytać i pisać poezję, więc mnie poruszył. Mnie również wydawal się wieczny i odwieczny, w końcu pamiętałem, jak zachwycał się jego poezją jeszcze mój ojciec, nauczyciel polskiego.

 

Zmarł Tadeusz Różewicz,

myślałem, że nigdy nie umrze,

ale zmarł, dzisiaj rano we Wrocławiu.

 

Tadeusz Różewicz nie żyje, a świat

trwa, jak trwał, tyle tylko, że nie ma już

na tym świecie Tadeusza Różewicza.

 

Zmarł Tadeusz Różewicz, myślałem,

że nigdy nie umrze, bo jest nieśmiertelny,

ale zmarł, a jednak jest nieśmiertelny.

Te wiersze są o codzienności, która przytłacza, a także o cudowności, kiedy dzięki wyobraźni widzimy coś niezwykłego. Oto :”jeden z tych dni / kiedy się żyje, / a jakby się nie żyło. / żyje się z rozpędu / z przyzwyczajenia. // Jakieś rozmowy, / nie wiadomo z kim/ jakieś telefony, / nie wiadomo od kogo / wszystko jakieś, / pozory działania, / w gruncie rzeczy / pozory życia, / ale to także / jest życie // Czas ucieka / wieczność czeka / niech ucieka / niech czeka. ( Żyje się). Ten stoicyzm, przypominający mi trochę stoicyzm wczesnego Kochanowskiego, podszyty jest beznadzieją i rozpaczą: „Udaję, że żyję / przed całym / światem udaję / tylko przed sobą / nie udaję / przed sobą / nie da się udawać. (Udaję, że żyję).

Kiedy to, dzięki, powiedziałbym, globalizacji wyobraźni

„Antylopy stoją / po kolana w Gople / hipopotamy pluskają się / w Noteci / nosorożce i tapiry / brodzą w Brdzie (…)”

Wyobraźnia poetycka Drzewuckiego zachowuje świeżość dzieciństwa. Spotkany w Tatrach ślimak kojarzy mu się z wędrówką na górę Fudżi i japońskim poetą, Issą. Jednak…

 

Kiedy wyszedłem z lasu

przyszło mi raptem

do głowy, że ten ślimak

nie spieszył się wcale

na górę Fuji, ale raczej

na Kasprowy Wierch,

chociaż oczywiście

spieszył się powoli.

(Góra Fuji i Kasprowy Wierch)

Gdzie Rzym, gdzie Krym? – jak mówi powiedzonko. Jednak urzeka ta zgoda na własne zamyślenie, autoironia i poczucie humoru u poety.

Z fascynacji futbolem (o czym szerzej w poprzedniej książce Drzewuckiego „Życie w biegu”), ale myślę, że także z zachwytów i tęsknot dzieciństwa wyrasta zafascynowanie Portugalią, egzotycznym krajem, skąd europejczycy wyruszali na żaglowcach na podbój nieznanego świata.

„(…) Zaraz za mostem Arrabida / rzeka Duoro zamieniała się w ocean Atlantycki, / woda przybrała kolor nieba, niebo przybrało kolor / wody, w powietrzu szybowało światło w najczystszej /bezcielesnej postaci. Gdzieś za horyzontem, gdzieś / tam po drugiej stronie światła i ciemności czekały / na mnie miasta o nazwach nie do zapomnienia: / Rio de Janeiro, Buenos Aires, Montevideo. Ale /  w tej samej chwili, gdy poczułem przeszywający / błysk szczęścia, ogarnęła mnie rozpacz, że właśnie / wyjeżdżam z Porto i już nigdy nie będę pił wina / siedząc na brzegu w Afuradzie albo w Matasinhos, / nie zobaczę w słoneczny dzień, taki jak dzisiaj, tego żaglowca i nie pomacham  ręką samotnemu / żeglarzowi, opuszczającemu miasto Porto na zawsze.” (Słońce w Porto).

Upływ czasu, to refleksja, która nachodzi człowieka w pewnym wieku niemal codziennie,

Pamiętam, byłem

wtedy między nimi,

kiedy to było,

ćwierć wieku temu,

a wydaje się

jakby to było całkiem

niedawno

przedwczoraj (…)

(Dwa wiersze o pamięci)

 

Podczas codziennych, wydawałoby się zwyczajnych zajęć, podmiot liryczny dokonuje zaskakujących odkryć, na przykład podczas biegu stwierdza, że nieważne z kim się wygra, a z kim przegra, bo”

W tym biegu startujesz sam,

Walczysz tylko ze sobą.

(Rozmyślania podczas biegu)

 

Takich odkryć jest więcej, ot choćby w „Dwóch wierszach o deszczu”:

Od rana / pada deszcz, // niezbyt mocno, właściwie nie pada, / ale mży, // miarowo, jednostajnie / uporczywie. // Właśnie tak trzeba żyć, miarowo, jednostajnie / i uporczywie. (…)”.

Wśród moich znajomych, piszących, wybuchł przy okazji książki Drzewuckiego gwałtowny i namiętny spór, czy jest to poezja czy proza podzielona na wersy, czyli nowy gatunek „prozy wersowanej”. Nie wiem, skąd ta absolutna konieczność ścisłego podziału podziału gatunkowego literatury, dlaczego ludzie, nawet wydawałoby się inteligentni i dosyć wykształceni, odczuwają paniczny lęk, kiedy nie mogą książki z absolutną pewnością zaszufladkować jako poezji lub prozy. I dlaczego muszą ten werdykt ogłosić natychmiast, tu i teraz, aby osiągnąć wewnętrzny spokój?

Piszę o tym, gdyż dla mnie, jako czytelnika, drugorzędną sprawą jest, czy dzieło, które właśnie czytam, jest poezją czy proza, bardziej istotne jest dla mnie, czy to co czytam mnie zaciekawia, budzi moją sympatię lub podziw, zaspokaja moją chęć wiedzy o świecie, czy objawia mi jakieś prawdy, czy napełnia satysfakcją z lektury. Przynależność gatunkowa czytanej książki jest dla mnie sprawą drugorzędną i nie rozumiem zupełnie, dlaczego spędza ona sen z powiek wielu ludziom. Po drugie: literatura jest organizmem żywym i ciągle się rozwija, nie jest zbiorem przepisów, do których autorzy muszą się dostosowywać, ale raczej odwrotnie, to teoria literatury musi przyjąć do wiadomości i chcąc nie chcąc zaakceptować zmiany, jakie w literaturze zachodzą. Żaden profesor teorii literatury nie może poecie nakazywać, jak ten ma pisać (przy całym szacunku dla profesora).

Wiele wierszy Herberta czy Szymborskiej, to również małe prozy, jeśli ktoś zechce tak je zapisać, a forma wierszy Tadeusza Różewicza budziła kiedyś „bulwers” – jak mówi młodzieżówka, wśród konserwatywnych krytyków. W końcu, gdyby nie rewolucja romantyków, może nadal pisalibyśmy wiersze takie jak  klasycy? Już po napisaniu tych słów, w internecie natrafiłem na fragmenty książki Janusza Drzewuckiego „Życie w biegu” i zauważyłem, że kilka wierszy z „Rzek…” ma w niej swoje prozatorskie odpowiedniki.. Ja nie mam z tym problemu, zachęciło mnie to raczej do przeczytania „Życia w biegu” w całości.

Ostatni utwór jest satyrą na współczesną kulturę masową, na różne portale plotkarskie, „Pomponiki” itp. .

„Elvis Presley żyje we Wrocławiu / zmienił się nie do poznania / schudł, wyłysiał / ale trzyma się / dobrze… „ (…)

Pisze poety, żeby za chwilę płynnie przejść do żartów z siebie:

„… Janusz Drzewucki / nie został rybakiem w Nazare, był / nim zresztą w poprzednim wcieleniu, / dwa razy nie wchodzi się do tej samej / rzeki, nie pracuje w banku w Lizbonie, / ani w księgarni w Porto, na czym mu /bardzo zależało, ani w bibliotece / w Coimbrze, przez długie lata / najczęściej można go było spotkać / przy Wiejskiej w Warszawie, często / wpadał na kawę do Czytelnika, / ostatnio widziano go w Berdyczowie, /niestety nie ma konta na Facebooku, / nie wystawia zdjęć na Instagramie / nie wypowiada się na Twitterze,”/

…zapewne, jak zwykle, w każdej plotce jest też ziarno prawdy… Czytelnik wiele się dowiedział o Januszu Drzewuckim.

Zbiór poezji „Rzeki Portugalii” świetnie się czyta, ku pokrzepieniu wyobraźni.

 

………………………………………………….

Jamusz Drzewucki, Rzeki Portugalii, Sopot 2016, ss. 76.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.